Zalanie rzadko ma jedną przyczynę. Najczęściej trafiamy do mieszkań i domów po pęknięciu rury pod ciśnieniem, awarii pralki lub zmywarki, zalaniu przez sąsiada z góry, cofnięciu się kanalizacji podczas ulewy albo podtopieniu piwnicy przy wysokim poziomie wód gruntowych. Rzadziej — po nieszczelnym dachu, gdzie woda wsiąka powoli i szkoda ujawnia się dopiero po kilku dniach jako zacieki i odparzona farba.

Bez względu na przyczynę zasada jest ta sama: im dłużej wilgoć zalega w materiałach budowlanych, tym więcej niszczy i tym drożej kosztuje naprawa. Dlatego w każdym zgłoszeniu najpierw ustalamy zakres zawilgocenia pomiarowo, a dopiero potem dobieramy metodę.

Osuszanie kondensacyjne czy absorpcyjne

Osuszacz kondensacyjny wychładza powietrze, skrapla z niego parę wodną i oddaje ciepłe, suchsze powietrze z powrotem do pomieszczenia. Sprawdza się w typowych warunkach mieszkaniowych — temperatura powyżej 15°C, umiarkowana wilgotność. To sprzęt, który stawiamy w większości mieszkań i domów.

Osuszacz absorpcyjny wiąże wilgoć chemicznie (żelem silikonowym) i pracuje efektywnie nawet w niskich temperaturach — w nieogrzewanych piwnicach, garażach czy zimą w domach w budowie. Jest głośniejszy i droższy w eksploatacji, dlatego używamy go tam, gdzie kondensacyjny by nie zadziałał, a nie z automatu.

Osuszanie jastrychu metodą podciśnieniową

Najtrudniejszy przypadek to zalana warstwa pod posadzką — jastrych cementowy lub anhydrytowy pod panelami czy płytkami. Woda wnika pod wylewkę i nie odparowuje samoistnie, bo nie ma kontaktu z powietrzem. Stosujemy wtedy metodę podciśnieniową: wiercimy niewielkie otwory w jastrychu, podłączamy do nich węże ssące podłączone do turbiny podciśnieniowej i wymuszamy przepływ suchego, ciepłego powietrza przez całą warstwę podposadzkową. To usługa droższa i wolniejsza niż zwykłe osuszanie pomieszczenia, ale pozwala uniknąć zrywania całej podłogi — co przy panelach czy płytkach bywa kosztowniejsze niż samo osuszanie.

Co się dzieje, gdy się nie osuszy

Wilgoć, która zostaje w ścianie lub pod podłogą dłużej niż 1–2 tygodnie, prawie zawsze prowadzi do rozwoju pleśni — najpierw niewidocznej wewnątrz przegrody, potem widocznej na powierzchni jako czarne lub zielonkawe naloty. Towarzyszy temu odparzenie tynku i farby, pęcznienie paneli, trwały zapach stęchlizny i — przy dłuższym zaniedbaniu — osłabienie konstrukcji drewnianych elementów podłogi. Naprawa na tym etapie to już nie osuszanie, tylko skuwanie tynku, wymiana podłogi i odgrzybianie chemiczne, czyli wielokrotnie wyższy koszt.

Jak wygląda usługa krok po kroku

Zaczynamy od telefonu — opisujesz co się stało, podajemy widełki cenowe i orientacyjny czas dojazdu. Na miejscu mierzymy wilgotność ścian, podłogi i powietrza miernikiem elektronicznym, ustalamy zasięg zawilgocenia (często większy, niż widać gołym okiem) i dopiero wtedy podajemy ostateczną cenę. Ustawiamy odpowiedni sprzęt i kontrolujemy postęp co kilka dni, dostosowując czas pracy do wyników pomiarów, nie do sztywnego harmonogramu. Na koniec wykonujemy pomiar kontrolny, spisujemy protokół i zabieramy sprzęt.

Dokumentacja dla ubezpieczyciela

Do każdego zlecenia przygotowujemy protokół z pomiarami wilgotności przed i po osuszaniu oraz dokumentację zdjęciową. To dokumenty, które standardowo są wymagane przy zgłaszaniu szkody zalaniowej z polisy mieszkaniowej lub OC sprawcy — nie gwarantujemy wypłaty odszkodowania (to zależy od Twojej umowy z ubezpieczycielem), ale dostarczamy komplet, który ułatwia i przyspiesza rozpatrzenie sprawy.